Interpelacje | O mnie | Dziennikarstwo obywatelskie | Działalność w STNMO | Kontakt | Galeria | Proces z miastem | Kanał You Tube | Program dla Tychów | Radny | Sprawdź jak głosowałem | Dyżury radnego on-line oraz stacjonarne

Jesteś tu: Strona główna » Aktualności » Wywiad opublikowany w Górnośląskim Tygodniku Regionalnym "Echo" - 09.02.2011

Wywiad opublikowany w Górnośląskim Tygodniku Regionalnym "Echo" - 09.02.2011

Opublikowano: 10-02-2011

- Zaistniał pan medialnie w 2009 roku krytykując w jednym z programów telewizyjnych sposób gospodarowania publicznymi pieniędzmi w Tychach. Jakie pociągnęło to dla pana skutki?


- Za wiedzą, a więc przyzwoleniem prezydenta Andrzeja Dziuby, gminna spółka „Edukacja” wytoczyła mi proces o ochronę dóbr osobistych. Przypomnę, że m.in. krytycznie wyraziłem się o celowości zamieszczania reklam przez tyskie gminne spółki kontrolowane przez prezydenta w gazecie gminnej wydawanej wówczas przez „Edukację", będącej pod kontrolą prezydenta. Celowość zamieszczania ogłoszeń była tym bardziej wątpliwa, że dotyczyła usług w obszarze zdominowanym w Tychach przez tychże ogłoszeniodawców takich jak np. Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej, Regionalne Centrum Gospodarki Wodno-Ściekowej, Przedsiębiorstwo Komunikacji Miejskiej. W ten sposób finansowano wydawanie tej gazety. Takie działanie uważałem i uważam za trwonienie publicznych pieniędzy, tym bardziej, że „Edukacja”, mimo takiego zasilania finansowego przynosiła straty. Proces wygrałem. Sędzina stwierdziła, że każdy obywatel ma prawo pytać o finanse publiczne i wyrażać swoją opinię na temat gospodarowania publicznymi pieniędzmi – to jedno z fundamentalnych praw człowieka. Mimo, ze wygrałem sprawę, jej skutki odczuwam do dzisiaj.
 

 

- Na czym polega to odczuwanie?
- Myślę, że władze miasta dobrze wiedziały co robią aprobując postawienie mnie przed sądem za korzystanie de facto z moich obywatelskich praw. Sprawę wygrałem, ale na skutek istniejących przepisów sąd mógł przyznać mi zwrot kosztów w wysokości zaledwie 365 zł. Tymczasem samo wynajęcie adwokata, to koszt około pięciu tysięcy zł. Spółka gminna, tę od początku dla siebie przegraną sprawę toczyła, wynajęła poważną kancelarię prawną, a jak przegrała, to udawała, że właściwie nic się nie stało. Władze niepoważnie potraktowały nawet orzeczenie o zwrocie dla mnie tych symbolicznych kosztów sądowych. Nikt nie poczuwał się do obowiązku aby wypełnić wyrok sądu, musiałem upomnieć się o to publicznie na sesji Rady Miasta.


- Czy ktoś z władz miasta przeprosił pana za, jak się okazało, niesłuszne wytoczenie procesu i narażenie na koszty?
- Nie, ale trudno aby było inaczej skoro podejrzewam, że właśnie na tym miała polegać kara wymierzona na mnie. Sądzę, że mój przykład miał odstraszyć innych. No bo cóż z tego, że sąd przyznał mi rację, skoro de facto ukarany zostałem przez władze miasta spłatą faktycznie poniesionych kosztów sądowych, na które musiałem się zdecydować walcząc o moje dobre imię. Pozywający korzystał z publicznych pieniędzy, które wliczy sobie w koszty. Po tamtej stronie nikt się nie musiał denerwować, angażując nie swoje przecież pieniądze. Tak, moim zdaniem, wygląda zemsta władzy dokonana w pełnym majestacie prawa. Każdy kto ośmieli się ją krytykować może zostać postawiony w sytuacji takiej jak ja, a przecież nikt z pozwanych do sądu nie odważy się stawić tam bez swojego adwokata.


- Zapomina pan jednak, że dzięki procesowi zyskał pan sławę pierwszego w III Rzeczpospolitej tyszanina ściganego sądownie za obrazę władzy, a to niewątpliwie pomogło panu zostać radnym...
- Niewątpliwie w jakiś sposób przestałem być anonimowym tyszaninem, ale na pewno działo się to wszystko wbrew mojej woli.


- Czegoś to pana nauczyło?
- Tak, że nie wolno bać się mówić prawdy, że nie wolno dać się zastraszyć, nawet wtedy gdy trzeba stanąć naprzeciw władzy dysponującej praktycznie nieograniczonymi możliwościami finansowymi.


- No, ale jest pan już radnym. Jak wygląda na tym polu konfrontacja między pana wyobrażeniami i rzeczywistością?
- Jestem jednym z pięciu radnych należących do Klubu Tychy Naszą Małą Ojczyzną – jedynego opozycyjnego ugrupowania w tyskiej Radzie Miasta. Na razie odbyła się tylko jedna sesja merytoryczna i muszę przyznać, że jestem zdegustowany. Myślałem, że Rada Miasta to forum, na którym mogą ścierać się różne racje by wypracować rozwiązanie dobre dla tyszan. Widzę, że jest to raczej maszyna do przegłosowywania ustaleń, które chyba zapadają wcześniej poza radą, ustaleń, dodajmy, niekoniecznie korzystnych dla mieszkańców.


- Co konkretnie ma pan na myśli?
- Na przykład ustalenie podwyżek cen wody. Rada większością głosów zgodziła się na podwyżkę o 10 proc. i to praktycznie bez żadnej dyskusji. Sądziłem, że skoro Rada ma podjąć uchwałę w tej sprawie to niezbędne jest wyjaśnienie wszelkich wątpliwości. Ja miałem i mam wątpliwości, czy cena powinna wzrosnąć aż o 10 proc. Gdy zaczynałem o tych wątpliwościach mówić prezydencki radny zgłosił wniosek o zamknięcie dyskusji i rada, gdzie większość stanowią zwolennicy prezydenta, wniosek ten przegłosowała. Mam wrażenie, że nastąpiło to wtedy gdy prezes Rejonowego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji miał coraz większe problemy z odpowiedziami na pytania moje i radnych naszego klubu.


- Ceny które zaaprobowała, po wcześniejszych negocjacjach, RPWiK niezależnie od stanowiska Rady Miasta i tak weszłyby w życie. W takich okolicznościach zwolennicy zamknięcia dyskusji nie chcieli pewnie tracić czasu.
- Jak to nie chcieli tracić czasu?! Podwyżka cen wody uderzy w każdego mieszkańca, dlatego chciałbym, jako radny reprezentujący tych mieszkańców, poznać uzasadnienie podwyżki aż o 10 proc. skoro RPWiK wypracowała za ubiegłe lata zysk w wysokości ponad 11,5 mln zł! Część danych podanych przez RPWiK budziło moje wątpliwości. Na przykład niezrozumiałe jest dla mnie wydanie uchwałą walnego zgromadzenia spółki prawie 1,8 mln zł na pokrycie straty z lat ubiegłych a wynikającej z korekty księgowej która została pokryta z kapitału zapasowego spółki w roku 2010. Skąd ten błąd księgowania wyniknął i dlaczego jest tak duży? Według moich wyliczeń opartych na cenie wody kupowanej przez RPWiK i uwzględnieniu m.in. podwyżki VAT i wzrost inflacji cena wody powinna wzrosnąć o ok. 5 proc. Niestety dyskusję na ten temat zamknięto zanim cokolwiek wyjaśniła.


- Widocznie inni radni nie mieli wątpliwości...
- To dlaczego nie próbowali rozwiać moich. Zbulwersowany jestem faktem, że w jednej z najistotniejszych kwestii dla mieszkańców radni w ogóle nie zabierali głosu! Jaka to debata?!. Chciałbym wiedzieć na przykład co na temat aż takiej podwyżki cen wody sądzą radni PiS, a więc partii podkreślającej swoja wrażliwość społeczną. Ale radni ci milczeli. Chciałbym poznać stanowisko radnych PO, czyli partii uważającej się za liberalną. Radni PO też nie zabierali głosu. Radny prezydencki Maciej Gramatyka zażądał przerwania dyskusji – i tak wyglądała debata nad podwyżką cen wody dla tyszan.
 

Wywiad przeprowadził Zdzisław Barszewicz

 

Galeria

Zdjęcia