Dziennikarstwo obywatelskie
Artykuły o Tychach
Od prawie roku staram się aktywnie pisać o naszym mieście w Biuletynie Informacyjnym Stowarzyszenia Tychy Naszą Małą Ojczyzną, aby słowo drukowane nie umknęło, będę tu cyklicznie zamieszczał te treści, które zostały opublikowane w biuletynie.
Data publikacji 15/09/2010
Przyjazna komunikacja

Nasze miasto przez władze kreowane jest na nowoczesne i ekologiczne, korzystające z nowinek technicznych. Urząd próbuje nas przekonać usługą tzw. ”NatychmiastowySms”, którą reklamuje między innymi bilboardami. Usługa ta nie jest jednak rozwiązaniem przełomowym. Ile razy w życiu odbieramy dowód osobisty, czy rejestracyjny lub prawo jazdy, aby nas powiadomić sms-em? Jest to udogodnienie, ale nie przełom. „NatychmiastowySms” nie informuje o utrudnieniach na drogach, wypadkach, zagrożeniach. Kilka smsów o koncercie, imprezie i dokumentach. Za dobre rozwiązanie należy uznać wprowadzenie płatności kartą w urzędzie miasta, czy możliwość kasowania biletu autobusowego przez komórkę. Jednakże to tylko nowinki, które nie zmieniają gruntownie rzeczywistości. Dowodem na to jest fakt, iż około 1000 transakcji miesięcznie dokonuje się kasując bilet przez komórkę. Organizator komunikacji czyli MZK TYCHY zarabia na tym około od 2 do 3 tysięcy zł. Rodzi się pytanie ile kosztuje miesięczne utrzymanie tego systemu?
Niektóre miasta parę lat temu wprowadziły już rozwiązania e-usługi, które są korzystne z punktu widzenia mieszkańca i podatnika. Dobrym przykładem jest miasto Rybnik. Dzięki wprowadzeniu tam tzw. e-karty można opłacić przejazd autobusem, wstęp na basen, parking, dokonać opłat miejskich. E-karta może również służyć za nośnik podpisu elektronicznego, dzięki temu jest możliwość załatwienia sprawy w urzędzie drogą elektroniczną. Miasto pozyskało na to środki europejskie, w kwocie prawie 4 mln zł, zaś samorząd Rybnika dołożył 1, 5 mln zł. A jak jest w Tychach? Bilet w autobusie, bilet na basen, bilet do teatru, opłaty parkingowe pobierane przez pracowników MZUiM. Wszędzie, gdzie chcemy coś załatwić, a korzystamy z miejskich instytucji, musimy kupić bilet. Każdy kto korzysta z tych usług, dobrze wie ile czasem trzeba się nabiegać, aby kupić bilet w kiosku, gdyż nie wszystkie kioski prowadzą sprzedaż biletów autobusowych. W Rybniku mieszkaniec ma kartę, którą doładowuje jak kart telefoniczną .W Tychach za przejazd autobusem z przystanku A do przystanku B, który jest oddalony o paręset metrów musimy zapłacić 2 zł 60 gr. W teorii bilet ten pozwala nam jechać 20 minut, po tym czasie musimy skasować kolejny bilet za 2 zł 60 gr, bo inaczej w przypadku kontroli zapłacimy karę. Absurdalne rozwiązanie.
W Rybniku gdzie znakomicie funkcjonuje e-karta obecnie za przejazd w obrębie miasta (bez limitów czasowych) pobiera się 2 zł 40 groszy. Ponadto jeśli w przeciągu 15 minut od wyjścia z autobusu, zdecyduję się na ponowną podróż, zapłacę za bilet tylko 1 zł. To naprawdę zachęca do zostawienia samochodu i korzystania z komunikacji miejskiej. Wszystko dzięki e-karcie. U nas jest to niemożliwe bo mamy bilet minutowy, który jest archaiczny i niefunkcjonalny. Dla przykładu wyliczymy koszt podróży z przystanku z ulicy Jaśkowickiej pod UM Tychy i powrót po załatwieniu sprawy w biurze obsługi klienta urzędu (zakładam, że w około 10 minut załatwię swoją sprawę). Stosując taryfikator obowiązujący w naszym mieście daje to 5 zł 60 gr. Zaś stosując taryfikator miasta Rybnik koszt wynosi 3 zł 40 gr, jeśli mieszkaniec w 15 minut po wyjściu z autobusu znowu do niego wsiądzie. Wynika z tego, że 2 zł 20 gr zostaje w kieszeni mieszkańca. Korzystanie z karty mieszkańcom Rybnika się opłaca. Dlaczego tak duża gmina jak Tychy, ma nie pomagać swoim mieszkańcom i nie promuje taniego i ekologicznego transportu, jakim jest komunikacja miejska poprzez funkcjonalne e-usługi i tańsze bilety? Jeśli stać nas na murowane postumenty za 20 tysięcy zł, drukowanie jednej strony samorządowej gazety za ponad 180 tysięcy zł w skali całego roku, czy budowę windy widokowej w UM Tychy za grube miliony, oraz straty spółek miejskich sięgające milionów zł, to powinno nas stać również na to, aby mieszkańcy mogli podróżować taniej. Rybnik ma rozwiązania komunikacyjne przyjazne mieszkańcom. Wsiadanie przednimi drzwiami, które wprowadzono w Tychach nie jest rewolucją, ponadto z obserwacji widać, że jest to metoda bardzo wybiórczo stosowana. Przepis, który jest martwy świadczy tylko o słabości służb odpowiedzialnych za jego wprowadzenie.
Chyba najwyższa pora, aby MZK zrozumiało, że jedynie poprzez atrakcyjne produkty, może przyciągnąć do siebie mieszkańca i klienta linii autobusowych. W Tychach jest ponad 56 tysięcy samochodów, miejskie korki powodują opóźnienia w komunikacji miejskiej i z tego tytułu, bardzo często płacimy kolejne 2 zł 60 gr, by nie zapłacić kary, a życie pokazuje, że kontrolerzy bardzo lubią wlepiać mandaty w takich przypadkach. Nie byłoby takich sytuacji, gdyby zastosować rozwiązanie wspomnianej e-karty. Nawet jak autobus ma opóźnienie, to nie płacę za to dodatkowych pieniędzy. Czy PKP pobiera dodatkowe opłaty za opóźnienie pociągu? Nie. W tyskich autobusach trzeba płacić. Kolejnym niezwykle ciekawym rozwiązaniem we wspomnianym wcześniej Rybniku jest projekt, w którym ponad 90% przystanków zostanie wyposażonych w tablice elektroniczne, które wskazywały będą rzeczywisty czas odjazdu autobusów. Dzięki zamontowaniu w autobusach nawigacji satelitarnej, pasażerowie na tablicach mogą obserwować aktualną lokalizację autobusów w odległości 3 najbliższych przystanków lub 10 minut przed planowanym odjazdem.
Projekt „Sieć Tablic Elektronicznej Informacji Pasażerskiej na terenie Miasta Rybnika” otrzymał wsparcie 6 767 041,79 zł z UE, co stanowi 85% wartości całego projektu. Jest to nowoczesne rozwiązanie i ułatwienie dla mieszkańców. Przykładowo każdy z nas miał do czynienia z następującą sytuacją: czekamy na autobus który się spóźnia, a musimy dostać się na czas do pracy i nie wiemy kiedy opóźniony autobus przybędzie na przystanek, szukamy więc wyjść awaryjnych, co powoduje stres, nerwy i frustrację. W Rybniku mieszkaniec korzystający z komunikacji ma informację na elektronicznych tablicach. Skuteczne i nowoczesne rozwiązanie zastosowane w Rybniku spowodowało, że do 2009 roku, miasto wydało prawie 88 tysięcy e-kart dla swoich mieszkańców i gmin, dla których Rybnik świadczy usługi transportowe.
E-karta daje mnóstwo korzyści samej gminie; czyli zoptymalizowanie rozkładu jazdy - analiza i dostosowanie do potrzeb mieszkańców; realne śledzenie potoków pasażerskich; analiza obciążenia autobusów; kontrola realizacji umów z przewoźnikami;
tworzenie statystyk i analiz biletowych - optymalizacja cennika przejazdów; uszczelnienie komunikacji miejskiej. E - kartą można także płacić za różne usługi, jak wejście do teatru czy na miejski basen. Czy nasze miasto potrzebuje takiego rozwiązania? Jestem o tym głęboko przekonany, że usprawniłoby to życie tyszan oraz przyniosło realne korzyści finansowe dla samej gminy, która jako organizator komunikacji miejskiej miałaby rzetelny obraz połączeń i ilości pasażerów.
Póki co Tychy nie mają, takiego systemu. Szkoda, że nie skorzystaliśmy ze środków unijnych na wdrożenie takich rozwiązań. W naszym przekonaniu, taki system należałoby jak najszybciej przeszczepić na nasz grunt, bo „papierowy bilecik” to już przeszłość. Na koniec dodam ciekawostkę z życia naszego miasta; korzystając z komunikacji autobusowej zaintrygowała mnie opłata za zakup biletu normalnego u kierowcy która wynosi 4 zł. Sam bilet normalny kosztuje 2 zł 60 gr. Z pytaniem dlaczego u kierowcy bilet kosztuje o prawie 1 zł 40 gr więcej, udałem się do MZK i uzyskałem odpowiedź: „że bilet dlatego jest droższy, aby oduczyć pasażerów kupowania biletów u kierowcy”. Ponadto sprzedaje się tylko bilety na czas jazdy 90 minut. Od razu rodzi się pytanie, a co ma zrobić mieszkaniec, który chce około godziny 20 skorzystać z autobusu(szukać kiosku?). Musi dopłacić, aby się oduczył kupowania biletu u kierowcy. Skąd się biorą tak niedorzeczne rozwiązania? Kraków rozwiązał to wzorcami zachodnimi. Zamontował automaty biletowe w autobusach i tramwajach, a także na przystankach. Odpowiedzi trzeba szukać nie w MZK, ale u włodarzy naszego miasta.
Zważywszy na zbliżającą się kampanię wyborczą, możemy się spodziewać fali kolejnych obietnic, ze strony władz miasta, nieskromnie pisząc, zapewne po tym artykule również.
Data publikacji 15/07/2010
Stracona dekada
Dwudziesta rocznica pierwszych wyborów samorządowych skłania do refleksji i podsumowań. Pierwsze dziesięć lat samorządu w Tychach to organiczna praca u podstaw, której celem było stworzenie podstaw funkcjonowania samorządowej gminy Tychy. Podział tzw. „wielkich” Tychów, czyli usamodzielnienie się gmin ościennych, komunalizacja majątku i stworzenie podstrefy ekonomicznej to najważniejsze zadania pierwszych dziesięciu lat samorządu w Tychach. Zrealizowano je z większymi i mniejszymi błędami, ale generalnie bilans lat 1990-2000 jest dodatni. Znacznie gorzej sytuacja przedstawia się w ostatnim dziesięcioleciu i warto napisać o błędach i zaniechaniach w ostatnich latach.
Kauflandgate
Afera z zamianą działek pod hipermarket to, jak się wydaje, największa czarna plama w historii ostatnich dziesięciu lat tyskiego samorządu. W sprawę zaangażowała się nawet Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Działka, którą gmina pozyskała w zamian, do dzisiaj stoi niezagospodarowana, a władze miasta nie sprawiają wrażenia, aby chciały nieruchomość wykorzystać z pożytkiem dla mieszkańców. W ubiegłym roku gafę popełniła ówczesna rzecznika prasowa mówiąc, że: „Tychy nie potrzebują inwestorów”, może to ta przyczyna? Afera Kauflandu w kwietniu 2009 roku zakończyła się w sądzie wyrokiem skazujacym dla byłej wiceprezydent miasta na 1,5 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na cztery lata i wpłatę 650 tysięcy zł odszkodowania do kasy miasta. Niebawem proces ma rozpocząć się na nowo z powodu uchylenia wyroku I instancji. Niemniej jednak od samego początku władze miasta broniły eks-wiceprezydent a tuż po nieprawomocnym wyroku prezydent miasta pozwolił sobie na forum Rady Miasta publicznie odnieść się do treści wyroku.
Hallo? Trzeba płacić
Przekonanie o własnej nieomylności towarzyszy włodarzom Tychów od dawna. Najlepszym przykładem jest sądowa walka ze spółką Hallo. Kwestionowane przez tę firmę decyzje zarządu miasta doprowadziły do wypłacenia z miejskiej kasy dla tej spółki około 2,5 mln złotych odszkodowań. Pomimo tego, prezydent i jego współpracownicy zapowiadali „puszczenie w skarpetkach” sądowych przeciwników. Jak dotąd przede wszystkim były wiceprezydent, odpowiada przed sądem za swoje działania, a prezydent Dziuba o mało co nie trafił przed oblicze sądu w związku ze sprawą eksmisji spółki Hallo z dawnego targowiska obok wykopu kolejowego w centrum miasta.
Niedokończone pomniki
Pierwszy z nich to budynek zespołu szkół municypalnych, gdzie mieścić się miało pierwotnie liceum ekonomiczne oraz Wyższa Szkoła Zarządzania i Nauk Społecznych. Ambitne projekty skończyły się na tym, że „ekonomik” nie zmienił siedziby, a WSZiNS kupiła sobie własne budynki. Przy al. Piłsudskiego natomiast stanęła hala sportowa. Prezydent Andrzej Dziuba podczas kampanii wyborczej w 2006 roku obiecywał na terenie szkoły municypalnej także mediatekę. Szkielet tzw. szkół municypalnych, stanowi już naturalny krajobraz naszego miasta. Jak widać mimo wielu obietnic obecnych władz, udało się tylko zagospodarować 1/3 powierzchni na tzw. Halę widowiskowo – sportową. Jak wykazała kontrola NIK-u stwierdzono, że dokumentacja projektowa nie została uzgodniona z przyszłym użytkownikiem obiektu. To tak jakby właściciel domu, nie wiedział jaki budują mu obiekt. Problem szkoły municypalnej polega na tym, że obiekt, którego przebieg budowy krytykowały obecne władze miasta (a krytyka ta pozbawiła poprzednie władze Tychów urzędu), przyniósł poniekąd prezydenturę obecnym włodarzom, a wciąż stoi nie w pełni zagospodarowany.
Stadion ruina i perypetie z basenem
Już kilkanaście lat fani sportu w Tychach słyszą jak bardzo potrzebny jest w mieście obiekt z prawdziwego zdarzenia. W 2006 roku urzędujący prezydent ogłaszał, że do końca kadencji modernizacja stadionu będzie zakończona. Dziś słyszymy podobne słowa i obietnice, daleko im jednak jeszcze bardziej do finalizacji, ze względu na koszta i wyolbrzymiony projekt nieadekwatny do potrzeb miasta i klubu. Rozbudzone są apetyty kibiców oglądających pięknie wykonaną komputerową wizualizację. Ogromne koszta mogą sprawić, że stadion może dołączyć do grupy „niedokończonych pomników” i stać się drugą szkołą municypalną. Znane powszechnie są problemy jakie mieszkańcy mieli z korzystaniem w zeszłym roku z basenu miejskiego, spowodowane nieustannymi remontami. Brak porządnego obiektu, sprawia, że w okresie letnim mieszkańcy zmuszeni są do korzystania z basenów w sąsiednich miastach.
Paprocany, eksmisja festiwalu i Chorzów
Miało być czysto i ładnie. Mamy więc brudne jezioro, a wokół niego budowę alejek, lamp i zapowiedź nowego placu zabaw. Tylko co z tego że będziemy mogli się przechadzać po pięknej kostce brukowej, jeśli mimo licznych zapowiedzi i powołania na etacie specjalnego tzw. Pełnomocnika prezydenta ds. Paprocan, przez ponad dekadę nie udało się zrobić nic, aby poprawić stan wody. Na lutowej sesji RM byłyjuż wiceprezydent Borczyk na pytanie o czystość wody w Paprocanach podsumował swoją wypowiedź następującymi słowami: „Jak tylko Pan Bóg, natura, pieniądze i możliwości pozwolą to to zrobimy”. Komentarz do tej wypowiedzi wydaje się już zbędny. Zaniechania w sprawie oczyszczania jeziora w Paprocanach doprowadziły do tego, że w ciepłe dni wiele dzieci kąpie się w miejskich fontannach. W 2009 roku pierwszy raz od początku swojego istnienia w Tychach nie zorganizowano festiwalu muzycznego im. Ryśka Riedla. Imprezę „wyrzucono” z Paprocan do Chorzowa. „Zgodnie z harmonogramem prac nad budową kanalizacji, impreza z uwagi na brak możliwości zapewnienia bezpieczeństwa jej uczestnikom, nie może zostać zorganizowana w ośrodku wypoczynkowym” – wyjaśniał oficjalne powody swojej decyzji, prezydent Andrzej Dziuba podczas sesji Rady Miasta. Nieoficjalnie jednak wiadomo, że brak zgody, to efekt przewrażliwienia prezydenta, który zdenerwował się na organizatora festiwalu za słowa krytyki kierowane pod swoim adresem. Wersję tę zdaje się potwierdzać zaawansowanie prac remontowych w ośrodku w Paprocanach, które ruszyły pełną parą dopiero po zakończeniu festiwalu. Prezydent z rozbrajającą szczerością przy znał, że jemu festiwal im. Riedla zorganizowany w Chorzowie bardzo się podobał. Żartobliwie podsumowując słabość, urzędującego jeszcze przez kilka miesięcy prezydenta, do Chorzowa znana jest wszem i wobec. Andrzej Dziuba, podczas jednego z meczów paradował w szaliku Ruchu Chorzów na stadionie „niebieskich”. Oburzeni kibice GKS-u Tychy nie darzący sympatią chorzowskiego klubu podnieśli larum. W kibicowaniu innej drużynie nie ma nic dziwnego, gdyby nie naiwne tłumaczenie A. Dziuby, który twierdził że było mu po prostu zimno, gdyż wystraszył się grupki kibiców. Tymczasem na licznych zdjęciach włodarz Tychów widnieje w rozpiętej kurtce dumnie prezentując szalik chorzowskiego klubu. Po co więc te słowa?
Misja specjalna
Całkowitą porażką zakończyła się dla rządzących Tychami wizyta w mieście ekipy telewizyjnego magazynu śledczego: Misja specjalna. Program prezentował kulisy największej afery gospodarczej ostatnich dwudziestu lat w Tychach – sprawy zamiany działek pod budowę hipermarketu przy al. Piłsudskiego oraz nieetycznego postępowania ówczesnego przewodniczącego Rady Miasta, który sprawując mandat radnego kierował pracą miejskiego portalu internetowego tychy.pl. „Jestem dumny ze spółki Edukacja” – zarzekał się w programie telewizyjnym prezydent Tychów. Miejska spółka wydająca własny tygodnik oraz zarządzająca portalem internetowym zaskarżyła mieszkańca Tychów do sądu za publiczną krytykę. Wyrok sądu był uniewinniający, a uzasadnienie druzgocące dla prezydenta i jego obozu. Przeczuwając najwyraźniej negatywne konsekwencje swoich wcześniejszych decyzji, prezydent odwołał prezesa spółki, a potem zdecydował się na włączenie Edukacji do innej struktury. Ówczesny przewodniczący Rady Miasta, z kolei o mały włos nie stracił mandatu radnego, gdy okazało się że ekspertyzy prawne nie są jednoznaczne w sprawie jego działalności zarobkowej z wykorzystaniem gminnego mienia. Sprawa procesu była bardzo głośna, gdyż nie zdarzyło się wcześniej, by władze miasta oddawały mieszkańca pod sąd, za krytyczne wobec nich słowa.
Co z tą Oświęcimską?
Plan rozwoju miasta Tychy z dnia 02 czerwca 2004r., zakładał do realizacji w latach 2004-2013r. poprawę warunków i jakości życia mieszkańców. W zestawieniach zadań do realizacji w ramach obszarów priorytetowych w latach 2004-2006 i po 2006r. były w naszej dzielnicy: remont ul. Oświęcimskiej, przebudowa ul. Urbanowickiej, budowa chodnika wzdłuż ul. Jaroszowickiej, budowa łącznika od ul. Towarowej do Turyńskiej wraz z rondem, budowa dróg po kanalizacji w dzielnicach Wygorzele, Jaroszowice(2007-2009). I co z tego wynikło? Ulica Oświęcimska od 2004 do 2009r. zmieniła się, ale było to zamierzone i stanowcze działanie mieszkańców dzielnicy, którzy postanowili wziąć sprawy we własne ręce. Petycje, listy, nawet do Premiera D. Tuska, telewizja, liczne artykuły w gazetach lokalnych „Echo” i „Dziennik Zachodni”. Blokada drogi DK 44 28 maja 2008r., - to była ostateczność. Po tych działaniach na ul. Oświęcimskiej pojawiły się separatory, dwie atrapy fotoradarów, jedno przejście dla pieszych z sygnalizacją świetlną i trzy przejścia typu „zebra”. Na warunki panujące na ul. Oświęcimskiej skarżą się wszyscy użytkownicy tej drogi (fragment artykułu Lidii Gajdas i Henryka Roberta Droba pt.”Co dalej z Urbanowicami?”).
Nieudany Flirt ?
Szybka kolej pomiędzy Tychami a Katowicami miała rozwiązać problemy komunikacyjne naszego miasta. Zamiast stać długie minuty w korkach na wiecznie dziurawych tyskich drogach, mieszkańcy mieli przesiąść się masowo do nowoczesnych pociągów. Już po dwóch tygodniach od uruchomienia trasy, kursów było mniej, a rok później mieszkańcom został zaproponowany zamiast czterech po torach jeździły tylko trzy składy. Niedawno okazało się, że prawdopodobnie znikną także i ostatnie trzy Flirty, ponieważ niezbyt wiele osób z nich korzysta. Mała popularność połączenia, to także efekt braku skutecznej akcji promocyjnej, która trwała bardzo krótko i była słabo widoczna na mieście. W zamian nowy dworzec z obskurnymi peronami i tunelem oraz dodatkowe przystanki kolejki, które mimo że prezentowane na wizualizacjach od czterech lat, nadal są jedynie kolorowymi obrazkami.
Droga samorządowa Edukacja
Czy wyrzucenie 1 mln 340 tysięcy zł strat z tytułu uruchomienia i działalności mediów samorządowych przez spółkę miejską to nie przejaw marnotrawstwa w rozdysponowaniu publicznych środków? Widocznie nie. W czasie ostatniej kadencji powstała w naszym mieście samorządowa gazeta Twoje Tychy i portal tychy.pl. Obecnie spółka Edukacja została połączona ze spółką Śródmieście celem pokrycia strat. Obie spółki w przeszłości Edukacja, a obecnie Śródmieście w trzech czwartych należą do gminy Tychy, a więc prezydent miasta ma w nich decydujący głos, wyznacza kierunki rozwoju i ocenia ich działalność. W jednym z fragmentów, ze wspólnego stanowiska uczestników Konferencji Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i Izby Wydawców Prasy w sprawie warunków ochrony konkurencji na rynku prasy lokalnej wynika że, poważne zastrzeżenia uczestników Konferencji budzi łączenie przez wydawców pism samorządowych funkcji publicznych z działalnością gospodarczą. Korzystanie ze środków publicznych i prowadzenie działalności biznesowej rodzi liczne wątpliwości natury formalnej i etycznej, a także zgodności z zasadami uczciwej konkurencji. Ponadto szczególną uwagę społeczeństwa oraz właściwych organów ustawodawczych i administracyjnych uczestnicy konferencji pragną zwrócić na niewłaściwość i szkodliwość zjawiska polegającego na częstym występowaniu samorządów lokalnych w roli wydawców prasy.
Arogancja władzy
Przez ostatnie dziesięć lat władza sprawia wrażenie jakby chciała udowodnić mieszkańcom, że to prezydent i jego drużyna wiedzą lepiej co jest Tyszanom do szczęścia potrzebne. Najnowsza inicjatywa w tej dziedzinie kosztować ma co najmniej 100 mln złotych - stadion piłkarski, służący tylko piłkarzom. Kolejny przykład to przekonywanie dawno przekonanych do udziału w konsultacjach społecznych w sprawie zmiany granic z Bieruniem. Dzięki temu za pieniądze Tyszan wyprodukowano filmy promocyjne z prezydentem w roli głównej. Monopol na nieomylność dał o sobie znać podczas głosowania na temat przyznania mieszkańcom prawa do zgłaszania projektów uchwał. „Nie potrzebne jest nam takie rozwiązanie” – przekonywali eden przez drugiego radni koalicji rządzącej i pomysł storpedowali. Wielokrotnie zdarzyło się także, że prezydent odmawiał niezależnemu tyskiemu tygodnikowi Echo dostępu do informacji. Nieustanne akcje promujące miasto to kolejne przykłady wątpliwego wykorzystywania pieniędzy mieszkańców. Akcja „Tychy 2 dychy” ma reklamować osiągnięcia miasta Tychy… mieszkańcom. W jakim celu? Gdyby promocja Tychów odbywała się w innych miastach zachęcając tym samym do inwestowania, bądź odwiedzenia naszego miasta to jest to sensowny pomysł. „Nie wiemy jakie będą koszty kampanii” – informowała swego czasu tygodnik Echo rzecznik prasowa UM. Po czym okazało się, że będzie to prawie 93 tysiące zł. No i chyba jedynie ktoś wyjątkowo złośliwy mógłby powiedzieć, że to brzmi jak beztroska w wydawaniu pieniędzy mieszkańców.
PS. Wszystkie informacje pochodzą z artykułów publikowanych w gazetach lokalnych i regionalnych oraz wypowiedzi prezentowanych podczas sesji Rady Miasta Tychy.
Data publikacji 15/05/2010
Radni przeciw mieszkańcom

W poprzednim numerze biuletynu, dość szeroko informowaliśmy o propozycji z powodzeniem przyjętej w różnych miastach w Polsce, by mieszkańcy zbierając odpowiednią liczbę podpisów mogli zgłaszać pod obrady Rady Miasta swoje projekty uchwał. Konstytucja RP daje możliwość zgłaszania projektów ustaw pod obrady sejmu grupie 100 tysięcy obywateli. Podobne rozwiązanie, tylko że na szczeblu lokalnym wprowadza coraz więcej samorządów, wzmacniając tym samym społeczeństwo obywatelskie, wzorem zachodnich demokracji. Aktywizacja i zaangażowanie w lokalne sprawy mieszkańców pokazuje, że obywatelom nie jest obojętne to co się wokół nich dzieje. Media dość szeroko informowały o tej inicjatywie i pozytywnym odbiorze, jaki przyniosło jej wprowadzenie w Katowicach. Niestety w Tychach pomysł zgłoszony przez Stowarzyszenie Tychy Naszą Małą Ojczyzną, został storpedowany na marcowej sesji Rady Miasta. Radni, których poniżej wymieniamy w zdecydowany sposób odrzucili ten projekt, sprzeciwiając się dużej liczbie mieszkańców, którzy chcieliby czynnie uczestniczyć w życiu miasta. Mimo próśb o przyjęcie uchwały i nie kierowanie się politycznymi uprzedzeniami, odrzucono cenną z punktu widzenia mieszkańców propozycję. Można odnieść niekłamane wrażenie, że ta inicjatywa została odrzucona tylko i wyłącznie dlatego, że jej pomysłodawcą była pani Barbara Konieczna, krytycznie oceniająca rządy prezydenta Andrzeja Dziuby. Podczas dyskusji nad projektem w trakcie marcowej sesji poruszane były wątki personalne, brakowało merytorycznej dyskusji nad samym pomysłem. Atakowano pomysłodawczynię projektu, nie podając właściwie żadnych racjonalnych przyczyn dlaczego odrzucono uchwałę intencyjną. Argumenty przykładowo pana Mieczysława Podmokłego w stylu: „radni nie są nierobami” znakomicie podkreślały poziom dyskusji. Przykre jest to, że radni nie potrafią wzbić się ponad podziały, a tym samym pokazać mieszkańcom, że można wspólnie działać na rzecz miasta. Widać wyraźnie, że niektórzy obawiają się tej inicjatywy, tylko dlatego, że zgłoszona została przez opozycyjnych radnych. Przeciwnicy projektu pokazali, że obca im jest nowoczesna demokracja i wsparli tym samym zaściankowy sposób myślenia o polityce.
Między innymi w Katowicach i Sosnowcu mieszkańcy mogą dbać o swoje sprawy, a radni wspierają takie działania. Uchwała intencyjna w żaden sposób nie pozbawia władzy radnych, gdyż każdy zgłoszony projekt przez mieszkańców i tak głosowany byłby na sesji RM, skąd więc ten opór? Zadziwiające jest, że ten nowoczesny i prodemokratyczny projekt odrzuciło tak wielu wybranych przez mieszkańców przedstawicieli, negując tym samym idee społeczeństwa obywatelskiego. Nasze stowarzyszenie przed marcową sesją Rady Miasta, zebrało bez problemu ponad 500 podpisów mieszkańców, którzy opowiedzieli się za powyższym rozwiązaniem. Liczba 500 podpisów nie jest przypadkowa, ponieważ w myśl proponowanej uchwały, tyle podpisów wystarczyłoby zebrać pod projektem obywatelskiej uchwały, aby zgłosić ów projekt pod obrady Rady Miasta Tychy. Jednakże nawet ten argument i zebrane podpisy nie przekonały radnych do faktu, że są to działania nakierowane tylko i wyłącznie dla dobra mieszkańców naszego miasta. Za uchwałą dającą inicjatywę mieszkańcom głosowali: Barbara Konieczna, Henryk Robert Drob, Stefan Moćko, Magdalena Idzik, Marcin Rogala i Michał Rozkoszny.
Przeciw uchwale byli: Marczuk Zygmunt (Przewodniczący Rady Miasta), Drob Henryk (Wiceprzewodniczący Rady Miasta), Ćwikowski Damazy, Dulski Piotr, Podmokły Mieczysław, Sobociński Sławomir, Tomaszczyk Krzysztof, Twardzik Józef, Zamasz Krzysztof, Chemicz Karolina, Czagan-Niedbał Anna, Madejska Alicja, Paździorek-Pawlik Urszula i Spisak-Golemo
Aleksandra. Zaś wstrzymali się od głosu: Kołodziejczyk Grzegorz, Mrozowski, Jacek i Sienicki Jerzy.
Na komisji statutowej obradującej 24.02.2010 nad projektem, za jego pozytywnym zaopiniowaniem byli: Barbara Konieczna i Krzysztof Tomczyk przeciw zaś:Damazy Ćwikowski, Mieczysław Podmokły, Zygmunt Marczuk i Jerzy Sieniecki.
Data publikacji 01/03/2010
Gra za publiczne pieniądze
Decyzje, które podejmują władze Tychów w sprawie spółek miejskich, przypominają popularną grę „Monopoly”. Zasady tej gry są dziecinnie proste: wygrywa ten kto ma więcej szczęścia przy rzucie kostką. Umiejętność strategicznego myślenia nie jest wymagana, bo wystarczy przysłowiowy „niefart”, aby szybko stać się bankrutem i zakończyć grę. W grudniu 2009 roku spółka Edukacja (wydawca gazety „Twoje Tychy” i właściciel portalu samorządowego www.tychy.pl) została w drodze przekształcenia, wchłonięta przez spółkę miejską Śródmieście (100% udziałów gminy Tychy).
Przypomnijmy, że spółka Edukacja za 2 lata swej działalności przyniosła „Gra za publiczne pieniądze” 1,34 mln zł straty (pensja byłego prezesa Edukacji była porównywalna z pensją prezydenta miasta Tychy Andrzeja Dziuby – ok. 12 tysięcy zł). Jak widać po finansowych stratach obciążających budżet miasta, przedsięwzięcie pod tytułem „prezydenckie media” przynosi głównie same straty finansowe. Jedynie włodarze Tychów cieszą się, gdy we wtorek czytają o swoich „osiągnięciach”, planach, programach na papierze, cóż papier jest cierpliwy. Bilansując ilość wydań gazety „Twoje Tychy” (około 118 numerów x 15 000 tys. sztuk) daje nam to liczbę 1 mln 770 tysięcy egzemplarzy. Łatwo policzyć, że na każdego mieszkańca wypada prawie po 14 numerów. Gazeta ma głównie charakter promocyjny. Każdy tyszanin płacący podatki, utrzymuje ten sztuczny wytwór, który gdyby musiał walczyć o klienta i reklamodawcę dawno by już był bankrutem w kontekście swoich wyników finansowych, bo to przedsięwzięcie i jego charakter na rynku prasy nie przetrwałoby paru miesięcy. Mimo takich strat portal i gazeta funkcjonują nadal. W grze„Monopoly”, mimo że los gracza, zależy od rzutu kostką, to obowiązują jakieś zasady. W przypadku spółki Edukacja wydaje się, że nie ma żadnych zasad, po za jedną kluczową: w każdy wtorek musi znaleźć się na mieście 15 tysięcy numerów gazet TT, nieważne jakim kosztem. Żeby zamarkować straty z tytułu wydawnictwa gazety spółka Edukacja, została wchłonięta do spółki miejskiej Śródmieście, która nie wiadomo do końca czym się zajmuje. Chciałbym przypomnieć istotną sprawę, mianowicie zarząd spółki miejskiej Edukacja, która w roku 2007 rozpoczęła drukowanie gazetki Twoje Tychy „zachęcił” do współpracy inne spółki miejskie takie jak Master, RCGWIK, PEC, PKM – wszystkie te spółki kupiły akcję niedochodowej, jak się okazało spółki Edukacja. Zdobyty kapitał miał pomóc w rozkręceniu działalności gazety i portalu, i tak też się stało. Udziałowcom inwestycja w to przedsięwzięcie miała przynieść zysk, szkoda tylko, że zysku…nigdy nie było. Skontaktowałem się z Urzędem Miasta w Tychach. Z informacji które uzyskałem, okazuje się że spółka Śródmieście obecnie w 100% należy do miasta. Nic dodać, nić ująć. Dowiedziałem się również, że za rok 2009 może spółka Edukacja przyniesie jakiś zysk…może, ale na pewno zysk ten nie pokryje strat, które dotychczas przyniosła działalność tej spółki. Na pytanie o sens funkcjonowania spółki Śródmieście, otrzymałem odpowiedź, że powstała po to aby zagospodarować centrum miasta. Mija już dobrych 10 lat i koncepcje się zmieniają, tylko efektów nie widać. Ostatnie dni przyniosły wiadomość w postaci zwiększenia nakładu gazety Twoje Tychy do liczby 16 tysięcy, a także zmianę papieru na droższy. Za pieniądze mieszkańców prowadzona będzie promocja „dokonań” prezydenta na jeszcze większą skalę niż dotychczas!
Data publikacji 10/12/2009
Spółka ze stratą 1,34 mln zł
Gminna Spółka Edukacja S. A. za lata 2007 i 2008 swojej działalności przyniosła w sumie 1,340 mln zł straty*. Spółka w głównej mierze zajmuje się wydawaniem gazety „Twoje Tychy” i zarządza portalem www.tychy. pl. Gmina Tychy ma w tej spółce prawie 89% udziałów, a więc prezydent miasta ma de facto największy wpływ na sytuację w spółce, jako reprezentant większościowego udziałowca. Istnienia spółek miejskich, które mają za zadanie zaspokajanie potrzeb mieszkańców nikt nie kwestionuje – czasem nawet gdy przynoszą stratę, bo wykonują zadania ważne z punktu widzenia mieszkańców (wywóz nieczystości, odprowadzanie ścieków, doprowadzanie, wody, ogrzewanie, komunikacja miejska). Nie zwalnia to jednak spółek miejskich z wypracowywania zysku, dla swojego głównego udziałowca czyli miasta Tychy.
Na terenie gminy Tychy funkcjonuje szereg różnych spółek miejskich, których głównym zadaniem ma być działalność dla dobra miasta Tychy. Jak więc w tym kontekście wypada spółka Edukacja? Prezydent Andrzej Dziuba cały czas godzi się na jej działania, stwierdzając w jednym z programów telewizyjnych, że: „jest dumny z jej działalności”**. W dobie kryzysu finansowego, gdzie kruche finanse publiczne wymagają stabilizacji, a potrzeby tyskich szkół są widoczne, bezsensowne jest przyzwolenie na wydawanie 1,34 mln zł. Gazeta i portal to narzędzia pośrednio PR-owskie, mające za zadanie promować przy okazji włodarzy naszego miasta. Promocja i wizerunek to obecnie słowa kluczowe do zwycięstwa w wyborach. Czy etyczne jest wydawanie tak ogromnej sumy pieniędzy, na przedsięwzięcie, które nie jest związane z poprawą poziomu życia tyszan? Niejednokrotnie w gazecie i na portalu prezentowane są treści opisujące Tychy jako krainę mlekiem i miodem płynącą. Rzeczywistość jest zupełnie inna: brak basenu i stadionu z prawdziwego zdarzenia, zakorkowane ulice, brak inwestycji w newralgicznych rejonach miasta, wiecznie nieczynne Paprocany – to główne tematy rozmów mieszkańców.
Przykład z numeru 92 TT jest dowodem na powyższą tezę, gdyż na pierwszej stronie jest wiadomość, że jeden z zastępców prezydenta wysłał list do kolei w sprawie dworca. Dokończenie na str. 2Wysłanie listu przedstawiane jest prawie jak rozpoczęcie robót modernizacyjnych dworca kolejowego. Próby wyjaśnienia wyników finansowych spółki Edukacja za ostatnie lata ze strony radnych z Klubu „Tychy Naszą Małą Ojczyzną” napotkały na „mur” ze strony władz miasta. Interpelacje składane na sesjach Rady Miasta i lakoniczne odpowiedzi spółki i władz miasta, utwierdzają tylko w opiniach, że pieniądze, które mogłyby pójść do szkół, przedszkoli, bibliotek, idą na przedsięwzięcie, którego jednym z głównych celów jest promocja działań i budowanie pozytywnego wizerunku.
W sierpniu 2008 roku został wyemitowany w TVP 1 program „Misja Specjalna”, który dotyczył nadużyć przy zamianie gruntów przy markecie Kaufland, oraz strat ponoszonych przez spółkę Edukacja. Dziennikarze śledczy ujawnili bardzo niewygodne fakty dla władz naszego miasta. Okazało się, że ówczesny Przewodniczący Rady Miasta Tychy dr Michał Gramatyka (obecnie zastępca prezydenta ds. gospodarki przestrzenne, pracował na kontrakcie menadżerskim dla spółki Edukacja i dostawał pieniądze za zarządzanie portalem www. tychy. pl), zaś ówczesny prezes pobierał za swoją pracę 12 tysięcy zł miesięcznie. Po emisji programu rozpętała się burza w tyskim samorządzie. Tyszanie powinni wiedzieć, że gazeta „Twoje Tychy”, która trafia w ich ręce, jest wydawana za pieniądze podatników, czyli mieszkańców.
W Tychach potrzebna jest silna opinia publiczna, która będzie w stanie wymóc na władzy naszego miasta racjonalne działania w kwestii istnienia i funkcjonowania spółek miejskich, które notorycznie przynoszą straty finansowe. Przykład spółki Track Bus Serwis powinien być zasadą, że spółki działające w oparciu o kodeks spółek prawa handlowego w momencie generowania strat zostają sprzedane. Najbardziej zabawne w spółce „Edukacja” jest stwierdzenie walnego zgromadzenia, że straty zostaną pokryte z zysku osiągniętego w latach następnych, tylko że zgodnie z tym co jest zawarte w tyskim wydaniu Biuletynu Informacji Publicznej spółka Edukacja zysku nie przyniosła przynajmniej od roku 2003, a jej łączna strata finansowa to ok. 1,5 mln zł. Więc jaki jest dalszy sens jej działalności? Mądry i roztropny gospodarz dawno by taką działalność zawiesił, bądź zamknął, bo nie chciałby, aby jego majątek był bezpowrotnie tracony. Jak wynika z danych finansowych za rok 2008, wypłaty wynagrodzeń w tym roku wzrosły prawie o 400% w analogicznym okresie do roku 2007. Spółka tłumaczyła się, że rozkręca swoją działalność. Jednak my stawiamy pytanie: jaki jest sens jej działalności, gdy wydatki na wynagrodzenia rosną w taki sam sposób jak straty? Za rok 2008 na wynagrodzenia wydano 683 tysiące złotych, zaś strata spółki to 649 tysięcy złotych. Strata ta zgodnie z wolą walnego zgromadzenia zostanie pokryta z zysku osiągniętego w latach następnych. Podsumowując należy zauważyć, że spółka musiałaby zarobić na czysto ok. 1,5 mln zł, aby jej straty zostały zbilansowane.
Pragnę zauważyć, że bardzo często reklamowały się w gazecie Twoje Tychy inne spółki miejskie (które zajmują się np. Dostarczaniem wody i ciepła, odprowadzaniem ścieków, komunikacją miejską), a gazeta jest kolportowana terenie Tychów. Taka reklama byłaby zrozumiała, gdyby spółki te ogłaszały się w innej gazecie, która jest kolportowana w całym województwie śląskim, a nie w mieście, w którym są praktycznie monopolistami na swoje usługi. Spółka miejska Edukacja ma być chłonięta przez spółkę miejską Śródmieście. Proces ich łączenia ma ograniczyć koszta funkcjonowania spółki Edukacja. Jednak prawdopodobnie cały czas będzie wydawana gazeta i funkcjonował portal. W dużej spółce trudniej będzie ustalić koszta funkcjonowania tego PR-owskiego przedsięwzięcia, gdyż wszystkie koszta liczy się łącznie. A spółka miejska Śródmieście jest obecnie w lepszej kondycji finansowej. Powyższe działanie należy określić jako pozorne ruchy które prawdopodobnie nie ograniczą strat, bo jednak koszt funkcjonowania portalu i gazety ponosić będzie inna spółka miejska. Wypowiedź niezależnego eksperta, prof. Antoniego Barczaka*** z Akademii Ekonomicznej im. Karola Adamieckiego w Katowicach rzuca naukowy – ekonomiczny pogląd na sytuację w spółce Edukacja. „Spółka działająca według prawa handlowego nie może przynosić strat. Tę 'dziurę' trzeba potem wypełnić środkami z budżetu gminy. Ponadto zakłady budżetowe często łączą realizację różnych zadań, co niekoniecznie przynosi dobre wyniki. W przypadku spółki gminnej odpowiada ona za realizację konkretnego celu, a zarząd odpowiada przed właścicielem za jej wynik finansowy. Ewentualny zysk trafia do budżetu gminy, bądź zostaje przeznaczony na inwestycje. A zatem, prawidłowo zarządzana i kontrolowana spółka gminna w niczym nie powinna ustępować, prywatnej, komercyjnej spółce. Musi jednak bezwzględnie spełniać wymogi ekonomiczne, gdyż w przeciwnym razie jej istnienie nie miałoby sensu – mówi prof. Barczak. Na ile rygorystycznie właściciel, czyli gmina stosują tę kryteria oceny? Prof. Barczak ma świadomość, że kryteria oceny zarządu w spółkach bywają bardziej złożone i uzależnione od układu sił w lokalnym samorządzie. Tego trudno uniknąć. W prywatnych spółkach rada nadzorcza również ocenia zarząd, reprezentując w gruncie rzeczy punkt widzenia właściciela – wyjaśnia prof. Barczak.
* (Informacje na podstawie Biuletynu Informacji Publicznej Miasta Tychy)
** (Program TVP 1 Misja Specjalna z dnia 5 sierpnia 2008 roku, pt. „700 tysięcy w 5 minut”)
*** (za DZ z dnia 13.03.09)

Facebook Nasza-klasa