Wywiad dla gazety Nowe Info

„Nowe Info” rozmawia z tyskim radnym Jakubem Chełstowskim, liderem opozycji w Radzie Miasta Tychy

Rozmawia Zdzisław BARSZEWICZ

Jakub Chełstowski  lat 35, od 2010 r. tyski radny, przewodniczący klubu radnych Tychy Naszą Małą Ojczyzną, prezes stowarzyszenia TNMO, członek Społecznej Rady Sportu przy Ministrze Sportu i Turystyki (funkcja nieodpłatna); absolwent Wydziału Nauk Społeczno-Pedagogicznych Wyższej Szkoły Towarzystwa Wiedzy Powszechnej w Warszawie, ukończył studia podyplomowe w Akademii Ekonomicznej na Wydziale Finansów i Ubezpieczeń w Katowicach (obecnie Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach).

- Jak określiłby pan swoją rolę w tyskim samorządzie?

- Jestem osobą, która patrzy władzy w Tychach na ręce. Taki obowiązek spoczywa na każdym radnym, bez wyjątku. Niestety, nie wszyscy obowiązek ten wypełniają. Nasze środowisko (w sumie 11 osób w 25-osobowej Radzie Miasta Tychy), składające się z radnych należących do klubów TNMO oraz PiS, stara się to robić.

- Nie użył pan słowa „opozycja”. Celowo?

- Mówiąc w pewnym uproszczeniu jesteśmy opozycją, ale określenie to bardziej kojarzy się z walką partyjną w parlamencie. Tymczasem w RM Tychy, jest trochę inaczej. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że nasze środowisko, nazywane opozycyjnym, popiera około 85 proc. projektów uchwał zgłaszanych przez władze Tychów. Są to te rozstrzygnięcia, które naszym zadaniem służą mieszkańcom. Każdy projekt uchwały jest przez nas analizowany. Jeśli nie budzi uzasadnionych wątpliwości, lub jeśli rozwieje się one podczas dyskusji na komisjach czy sesji– głosujemy za. Odmawiamy swojego poparcia propozycjom, które są wątpliwe prawnie czy społecznie, jak choćby budowa treningowego pola golfowego w Tychach, gdy tyskie dzieci nie mają należytej opieki medycznej.

- Czy jest coś za co chciałby pan pochwalić obecnego prezydenta Tychów?

- Tak, za pozyskiwanie środków unijnych, choć prawdę mówiąc to zasługa pani naczelnik Bożeny Nowak.

- Kto szefuje tyskiej opozycji?

- Nie ma oficjalnego szefa. Klub Tychy Naszą Małą Ojczyzną współpracuje z PiS. Zawsze uzgadniamy wspólne stanowisko…

- No, dobrze. To może inaczej: czy jest pan członkiem PiS?

- Nie jestem i nigdy nie byłem członkiem PiS.

- To dlaczego tyski PiS pana słucha?

- Zawsze staram się być przygotowany do dyskusji. Myślę, że to kwestia merytorycznego podejścia do omawianych tematów. Podczas dyskusji między TNMO i PiS mało istotne jest kto jest autorem jakiegoś proponowanego rozwiązania. Jeśli jest dobre, współdziałamy aby je wdrożyć. Decyduje siła argumentów.

- Temat pańskiego zatrudnienia, a właściwie próba zwolnienia pana z pracy, stał się w 2014 r. sprawą publiczną. W pana obronie zorganizowano bowiem skuteczny protest przed Urzędem Miasta Tychy. Gdzie pan wtedy pracował?

- W Tyskiej Spółdzielni Mieszkaniowej „Oskard” jako specjalista do spraw marketing i rozwoju. Podjęta wówczas próba zwolnienia mnie z pracy związana była z moją działalnością radnego. Interweniowałem w wielu sprawach, co ze zrozumiałych względów nie wszystkim się podobało. Zaangażowałem się np. w obronę Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Tychach. Niewiele brakowało a Tychy, przy co najmniej biernej postawie prezydenta, mogły być pozbawione tej placówki. Udało się ocalić szpital. Zapłaciłem za to groźbą zwolnienia z pracy. Protest przed UM Tychy spowodował, że osoby dążące do tego wystraszyły się i zaniechały swoich zamiarów.

- Gdzie pan pracuje dzisiaj?

- Jestem dyrektorem nadzoru właścicielskiego w Towarzystwie Finansowym „Silesia” SA. Spółka ta dysponuje kapitałem zakładowym w wysokości 1,7 miliarda zł i zajmuje się restrukturyzacją branży górniczej i stoczniowej. Podlega jej majątek dużych przedsiębiorstw w Polsce – na przykład Szczeciński Park Przemysłowy  który powstał po upadku Stoczni Szczecińskiej. Stocznia, za rządów premiera Donalda Tuska, miała rozkwitać – jak głosiła propaganda – dzięki tajemniczym inwestorom z Kataru. W rzeczywistości żadnych inwestorów nie było. Za każdym razem poraża mnie skala doprowadzenie do upadku tej wielkiej niegdyś stoczni.

- Do niedawna był pan szeregowym pracownikiem prowincjonalnej spółdzielni mieszkaniowej. Od niedawna uczestniczy pan, jako dyrektor spółki Skarbu Państwa, w reaktywowaniu przemysłu stoczniowego w Polsce. Na jakiej podstawie czuje się pan kompetentny, by to robić?

- Na takiej, która umożliwia mi aktywność zawodową i innym absolwentom studiów ekonomicznych. Ukończyłem studia podyplomowe na Akademii Ekonomicznej w Katowicach. To prestiżowa uczelnia. Dała mi podstawy do zafunkcjonowania na wyższym poziomie menadżerskim. Zanim zostałem dyrektorem w TF „Silesia” SA, po zwolnieniu się z pracy w TSM „Oskard”, m.in. były z sukcesami prezesem spółki Piast Expert. Odnajduję się więc w obecnej sytuacji, o czym świadczą oceny moich przełożonych. W najbliższym czasie zamierzam podjąć kolejne, specjalistyczne studia. Nie można stać w miejscu, trzeba się rozwijać.

- Krytycy twierdzą, że karierę zawodową zawdzięcza pan istniejącemu układowi politycznemu w Polsce.

- Zawsze jakiś układ polityczny istnieje, przecież co cztery lata są wybory parlamentarne czy samorządowe. Oznaczałoby to, że zarzut taki można postawić dosłownie każdemu dyrektorowi, kierownikowi, menadżerowi, pracownikowi. To tendencyjne podejście do sprawy, ale nie dziwię się takiej postawie ukształtowanej z perspektywy gminy, bo na przykład w Tychach nie do pomyślenia jest by ktoś, tylko na podstawie swoich kompetencji, objął jakąś kierowniczą funkcję np. w spółkach gminnych. Tutaj istotną rolę odgrywa łaska prezydenta. Dowodów jest mnóstwo.

- Czy z perspektywy obecnych doświadczeń zawodowych zmieniło się pana postrzeganie tyskich spraw?

- Oczywiście. Bardzo wyraźnie widać w Urzędzie Miasta na szczeblach kierowniczych panoszącą się prowincjonalną ignorancję, firmowaną czasami przez prawników opłacanych z kasy miasta. Np.Andrzej Dziuba, prezydent Tychów, wielokrotnie starał się edukować radnych w zakresie rozumienia kodeksu spółek prawa handlowego. Zadziwia mnie nie tylko brak wiedzy prezydenta w tym względzie, ale i śmiałość w publicznym prezentowaniu tej, delikatnie mówiąc, niewiedzy. Przecież przynosi to wstyd nie tylko prezydentowi ale i całemu miastu. Niektóre tezy prezydenta naprawdę budzą duże zdziwienie profesorów prawa, z którymi mam teraz częsty kontakt. Na tej podstawie mogę powiedzieć, że prezydent Tychów, wypowiadając się w pewnych kwestiach, po prostu się kompromituje.

 - A konkretnie?

- Prezydent Tychów w spółkach gminnych jest jednoosobowo walnym zgromadzeniem akcjonariuszy lub zgromadzeniem wspólników. Tam gdzie właścicieli jest więcej i tak ma decydujący głos na skutek dominującego udziału kapitałowego gminy Tychy. Prezydent (burmistrz, wójt) to swoisty odpowiednik Skarbu Państwa w skali gminy. Prezydent Dziuba próbował niejednokrotnie przekonywać, że nie odpowiada za decyzje zarządów i rad nadzorczych spółek, czyli de facto za to co dzieje się w tych spółkach. Taka postawa jest wręcz kuriozalna. Prezydent Tychów powołuje członków rad nadzorczych, po to by realizowali jego wolę właścicielską i prowadzili skuteczny nadzór nad zarządami spółek. Oczywiście formlanie nie uczestniczy w podejmowaniu każdej decyzji, ale bierze za nią odpowiedzialność. Prezentowana oficjalnie przez prezydenta Tychów wykładnia sprowadza się w praktyce do rządzenia bez ponoszenia odpowiedzialności.

- Mógłby pan podać jakiś przykład?

- Jest ich sporo. Jakiś czas temu prezydent Andrzej Dziuba zaangażował się w zbieranie funduszy na film fabularny, w którym zagrała aktorka popierająca go w kampanii wyborczej. Zaangażowanie prezydenta Tychów było tak skuteczne, że na film, który nawiasem mówiąc okazał się niewypałem, pieniądze dawały spółki gminne. Znamienna jest też sprawa radnego Klaudiusza Slezaka. Z tego co mówi wynika, że kuszono go posadą prezesa w spółce gminnej TLT. Gdyby się zgodził musiałby złożyć mandat radnego a jego miejsce w Radzie Miasta zajęłaby najprawdopodobniej osoba spolegliwa wobec prezydenta Tychów. To najlepiej obrazuje sytuację jaka panuje w tyskich spółkach i do czego są wykorzystywane. Należy oczywiście wspomnieć o patologii która ma miejsce w spółce Tyski Sport, obecnie w tej sprawie prowadzone jest śledztwo. Gdzie 450 tysięcy złotych ominęło konto Tyskiego Sportu i trafiło na konto stowarzyszenia którego prezesem jest dobry znajomy prezydenta Dziuby. Ten sam prezes stowarzyszenia, jest prezesem Przedsiębiorstw Energetyki Cieplnej w Tychach w której miasto Tychy ma aż prawie 75 procent udziałów.  A Prezydent w tej sprawie chce udawać teraz przysłowiowego Greka!

- Jak?

- Rada Miasta w Tychach nie sprawuje żadnej kontroli nad prezydentem, choć ma taki obowiązek. Radnym ogranicza się dostęp do informacji dotyczącej gospodarowania gminnym majątkiem. Na przykład prezesi spółek gminnych oświadczyli wprost, że nie będą korzystać z zaproszeń na posiedzenia komisji Rady Miasta, bo prośby o informacje traktują jak kontrolę, a prawa do kontroli odmawiają radnym. A jest o co pytać. Na przykład gminna spółka Tyski Sport w latach 2011 – 2015 przyniosła stratę w wysokości ok. 22 mln zł, na dotacje dla niej przeznaczono ok. 20 mln zł. Każdy mieszkaniec chciałby wiedzieć jakie przyniosło to efekty. Oczywiste jest dla mnie, że prezydent zezwala na takie postępowanie władz spółek powodując, że mandat radnego znaczy w Tychach coraz mniej. W takich okolicznościach samorządność staje się coraz bardziej pustym hasłem.

- W Radzie Miasta działa przecież komisja rewizyjna…

- Ta komisja to fikcja. Mówię to z własnego doświadczenia, bowiem w poprzedniej kadencji byłem jej członkiem. Modelowym przykładem fasadowości działania komisji rewizyjnej była rozpatrywana przez nas sprawa osiedla „4 Pory Roku”. Nie wchodząc w szczegóły występował w niej były wiceprezydent Tychów Michał Gramatyka. Rada Miasta na wniosek Macieja Gramatyki (to brat byłego wiceprezydenta Tychów Michała Gramatyki)  dołączyła go do składu komisji, co nie jest żadną zbrodnią ale jest bardzo wątpliwe etycznie. W końcu po paru miesiącach uznano, że sprawa ta nie leży w kompetencjach komisji rewizyjnej. Inna kontrola tak długo przeciągała się w komisji rewizyjnej, że zabrakło kadencji bo ta się skończyła. A kontrola przeciągała się bo Prezydent Tychów wysłał dokumenty bardzo późno.

- Czyżby już zupełnie nic nie zależało od radnych?

- W 25-osobowej Radzie Miasta Tychy proprezydenccy radni stanowią większość, która w głosowaniach skutecznie chroni prezydenta nawet przed teoretyczną możliwością kontroli. Ale to nie wszystko. O tym czy jakiś projekt zostanie przegłosowany pozytywnie decyduje często nie jego merytoryczna wartość ale kto jest autorem – jeśli radny opozycji, to projekt ląduje w koszu.Gdy czasami przypatruję się Radzie Miasta w Tychach, mam wrażenie że to taki tani obwoźny Teatr, gdzie radni koalicji – aktorzy grają statystów, a nad ich głowami rozgrywa się trzon akcji i gdzie zapadają kluczowe decyzje dla naszego maista. Radni statyści, są przekonani że grają najważniejsze role pierwszoplanowe. Reżyserem jest Prezydent Tychów, a kierownikiem produkcji Przewodniczący Rady Miasta Maciej Gramatyka.

 

 

Podziel się:
Udostępnij na Facebooku! Wykop to Dodaj do Twittera!